Historia pewnego sportowca

Kiedy spotkałem go pewnego dnia nie wiedziałem, że wywrze na mnie aż takie wrażenie. Jednak skłoniło mnie to do napisania kilku słów, bo takie charaktery nie trafiają się zbyt często. Nie wiem czy zgadniecie o kogo chodzi, ale myślę, że te kilka zdań trafnie opisze to, kim jest.




Był jednym z wielu sportowców. Ale każdy tutaj go znał. Tak jak inni przychodził na treningi, jeździł na zawody. Wstawał rano i wiedział, że nie może zmarnować tego dnia. Bo każdy dzień traktował jak prezent. Wiedział, że musi trenować, ale lubił to. Bo na treningu czuł się wolny, a na zawodach mógł się ścigać bez wyrzutów sumienia. Miał świadomość, że to nie siła daje mu poczucie wolności, ale że to wolność daje poczucie siły.

Różniło go od innych wnętrze. Jego osobowość nie była skłonna do pokory, pomimo, że sport pokory przecież uczy. Jak wyglądał, kim był? Miał dwadzieścia kilka lat, ale twarz dziecka. Niektórzy mówili, że nie dorósł do swych lat, ale to nie prawda. On po prostu dobrze się maskował, bo mimo wielkiej wyobraźni ciągle się rozwijał.

W sporcie miał całkiem dobre wyniki. Był autorytetem kilku dzieciaków w Polsce czy nawet na świecie i nie ciążyła mu ta rola. Ci, którzy go nie znali, a tylko o nim słyszeli mówili różne rzeczy. Miał wszak powagę, wpływ, znaczenie, mówili człowiek instytucja, arbiter, znawca, wyrocznia, mistrz, może nawet bożyszcze albo idol? Potrafił bowiem coś, czego nie potrafili inni – był szczery w tym co robił.

Po świecie chodzą różni kozacy, ale on był jednym z większych. Był nieujarzmioną naturą. Łączył w sobie ziemię i powietrze, ogień i wodę, zmęczenie i odpoczynek. Ale te siły walczyły w nim nieustannie, nawet wtedy, kiedy tego nie chciał…

W jego życiu dominował spontan. Choć w gruncie rzeczy wszystko miał doskonale uporządkowane. Jedynie dla niezorientowanych jawiło się to jako chaos niezmierny.

Był symbolem niezależności i buntu w świecie zasad. Buntu, który czasem jednak zwyciężał. Na świecie było wielu pozorantów, którzy udawali takich jak on. Udawali, że potrafią podejść do życia z dystansem, a w brutalnej rzeczywistości nie radzili sobie wcale. Bali się każdego ważnego kroku, a działać trzeba szybko. A on robił to, czego nie potrafiła reszta. Potrafił uśmiechać się w każdej sytuacji – sprostać tym wymaganiom, które przynosił los. Bo nie można czerpać z życia pełnymi garściami – świat nam na to nie pozwoli. Nie można też brać nie dając nic w zamian. Są zasady, których przekraczać nie wolno…

Sport miał we krwi jak orzeł latanie albo gepard bieganie. Ale czasem bał się tego swojego talentu. Ciągle szedł pod wiatr, deszcz, śnieg czy grad, aby zbliżyć się choć trochę do celu. A cel był jasny…

W końcu się zmienił. Miał oczy, które utraciły dawny blask. Znalazł się na zakręcie życia. Zaczął wierzyć w przeznaczenie, w sens tego wszystkiego. Trzeba czasem coś w życiu zmienić, żeby wiedzieć, że żyje się dalej. Stwierdził, że chce stać się prawdziwym człowiekiem i jeszcze prawdziwszym sportowcem. Dlatego zaczął działać jak robot. Jak sprawny automat, który nie myśli, tylko trenuje. Postanowił nie tyle wrócić do tego lepszego świata, co raczej zrobić jeszcze duży krok w przód. Odnosił wrażenie, że dzieje się z nim coś niedobrego, ale jego natura dała się ujarzmić. Był wreszcie przykładny, zorganizowany, poważny, przezorny i uczesany. Zgadzał się na wszystko, chodził gdzie chcieli. Zmienił się diametralnie, i przyrzekał solennie. Był potulny, przytakiwał każdemu, bezdyskusyjnie, ponieważ oni wiedzieli, co robić, a skoro wiedzieli, to on z nimi nie dyskutował.

I ci wszyscy ludzie o smutnych twarzach byli zadowoleni. Gdzieniegdzie zapomniano o człowieku, który uprawiał śmieszny zawód sportowca. Inni opowiadali, że bardzo się zmienił. A on zaczął realizować te dziesiątki postanowień: jak się przemienić, jak przekształcić siebie na lepsze? Bo zawsze można zacząć od początku. Spełniać ten idealny sen, w którym wszystko było piękne. Ta doskonałość to taki odległy punkt na horyzoncie, do którego musimy dążyć, który przyciąga, lecz im bliżej jesteśmy, on ciągle umyka. Ale wyznacza nam kierunek, do którego trzeba sięgać. I choć nie czytał podpowiedzi na internetowym forum, nie słuchał rad od tych wszystkich mądrych, co wiele w życiu przeszli, wiedział co ma robić.
Posłuchał tylko swojego serca.

Przegrana w uczciwych zawodach nie przynosi ujmy. Przynosi ją poddanie się jeszcze przed startem. Nie zrobienie niczego, żeby pozbierać się z tych kawałków. A wygrywają ci, którzy ciągle podnoszą się i walczą. Wstają i idą dalej. Bo w życiu przychodzi taki moment, że trzeba zdjąć sportowy strój i żyć. Tak po prostu – zwyczajnie żyć!

 i

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close