Poolimpijskie spotkania

Jak pogodzić wiele spraw to kwestia pewnie każdego człowieka. Choć i spraw i obowiązków każdy ma tyle, ile sobie narzuci, a czy się uda je wykonać to kwestia zapału i odrobiny szczęścia. Ja sam ostatnio nadaję ton zgadzaniem się na wszystko, co mi proponują. Ostatnie dni były właśnie tożsame w wiele takich wydarzeń, dotyczących chyba jeszcze poolimpijskiej gorączki w moim wydaniu.
Zaczynając od ubiegłego czwartku, kiedy to hucznie otwierano drugi w Krakowie Decathlon, pojawiłem się w królewskim mieście. Dostaliśmy (wszyscy olimpijczycy klubu KS AZS-AWF Kraków) polecenie obecności na tejże uroczystości. Może i miło, jak po przemówieniu dyrektora z dalekiej Francji i pani wiceprezydent Krakowa zrobiono sobie z nami kilka zdjęć przez wszechobecne media, szkoda tylko, że nikt nie pomyślał, aby nam coś za tę frajdę sprezentować. A nam nawet kosztów przejazdu nikt nie policzył. Na następny dzień również miłe spotkanie z Rektorem i władzami sportowej uczelni wyższej, w obecności mediów i sponsorów, z którego wyszliśmy z kopertą zawierającą zaproszenie na uroczystą inaugurację roku akademickiego dnia szóstego. Później nastąpiła część sportowa, w której zmierzyły się zespoły olimpijczyków z władzami klubu AZS (wygraliśmy) i pracownikami naszej Akademii Wychowania Fizycznego (przegraliśmy). Drużyny te między sobą grając na koniec zremisowały bodajże. Po tym odbył się piknik olimpijski, gdzie miał być czas na rozmowy i takie tam, lecz po dniu pełnym emocji i chłodzie dość martwiącym nie było zbyt wiele ochoty na cokolwiek. A ja po meczach zmęczony nieco udałem się do podrzeszowskiej miejscowości Bratkowice, gdzie następnego dnia odbywały się ostatnie w tym roku dla mnie zawody. Ukończyłem je na 4. pozycji, choć muszę przyznać, że z utęsknieniem czekałem już tej chwili odpoczynku po tym długim i jakże męczącym sezonie. A wieczorem była chwila, aby porozmawiać z Robertem Korzeniowskim i kilkoma innymi osobami o przyszłości tego naszego polskiego chodu i lekkiej atletyki w ogóle. Wypadało by dodać, że zawody stały na wysokim poziomie, a wśród uczestników były: Katarzyna Kwoka (reprezentantka gospodarzy) i Paulina Buziak, a także Ilya Markow, Grzegorz Sudoł, Rafał Augustyn (pierwsza trójka), oraz Benjamin Kuciński i Artur Brzozowski. Miło, że swoją obecnością podniósł rangę zawodów Robert Korzeniowski, bo zawody były i organizacyjnie i sportowo bardzo udane.
A ja obiecałem sobie, że październik będzie miesiącem, kiedy nie zaniedbam się sportowo zanadto, więc już pierwszego dnia tego miesiąca odbyłem półgodzinny bieg i tyleż czasu ćwiczeń na siłowni, aby gołosłownym nie pozostać. I tak zamierzam kilka razy w tygodniu tzw. wprawki do dalszej pracy treningowej czynić. Co trzeba będzie pogodzić oczywiście ze studiami na kolejnym roku uczelni, nadrabiając jednocześnie zaległości, aby rok poprzedni jak najszybciej pozamykać… A jak sobie poradzę? Zobaczymy za czas jakiś …
A już 3 października udaję się na spotkanie do IV Liceum im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie, zachęcać młodzież do sportu i aktywności… Bo przecież przy odrobinie chęci i talentu można walczyć o olimpijskie laury…

<span>%d</span> blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close