Nowy Rok

Zaczął się kolejny rok, więc należy postanowić sobie kilka rzeczy do zrobienia i ostro zabrać się do dzieła. Uważam, że noworoczne postanowienia to świetna sprawa, bo sam zauważyłem, że udało mi się tak kilka rzeczy zrobić w moim życiu. Jak co roku postanawiam więc sobie kilka rzeczy z okazji Nowego Roku. A Wy?

Tym razem oprócz kilku kwestii sportowych planuję również wziąć udział w zwiększeniu liczby czytanych przeze mnie książek. W internecie powstała dość popularna akcja czytania jednej książki w ciągu tygodnia w tym roku (więcej o akcji np. tutaj). Podobną deklarację złożył też Mark Zuckerberg (to ten od Facebooka). Niestety statystyki nie są najlepsze. Z badań Biblioteki Narodowej wynika, że w 2012 roku niemal 61 proc. Polaków nie sięgnęło po choćby jedną książkę. A ci, którzy przeczytali siedem lub więcej książek w ciągu roku, to tylko 11 proc. badanych. Weźmy się więc do czytania!

 Mnie to nie rusza, bo już od jakichś dwóch lat czytam zdecydowanie więcej niż jedną książkę na tydzień (dorzucam do tego jeszcze audiobooki słuchane na treningach). Nie zamierzam z tej akcji robić też ilościówki, to znaczy czytać coś na siłę, albo kończyć książkę, która mi się nie podoba. Jeżeli nie będę miał czasu, to zrobię sobie przerwę, ale jak znam siebie to potem trafię na fajną książkę i przeczytam ją w jeden dzień. I szybko nadgonię statystykę. Jako rozwijający się dziennikarz i naukowiec czytam również sporo książek tematycznych i naukowych, aby lepiej przygotować się do pracy. Współpracuję również z jednym z krakowskich wydawnictw (Sine Qua Non), które wysyła mi od czasu do czasu swoje książki. Postaram się w tym roku podzielić z Wami książkami, które uważam za wartościowe i warte uwagi. Może to zachęci kogoś do przeczytania choćby jednej lektury (więcej:) w ciągu najbliższego roku?

Oprócz tego dorzucę również kilka recenzji filmów, które zdarza mi się oglądać. Byłem drugiego stycznia na premierze filmu „Niezłomny” („Unbroken”) w reżyserii Angeliny Jolie. I o tym chciałbym dzisiaj jeszcze napisać. Otóż film był bardzo dobry, ale pozostawił we mnie lekki niedosyt. Oczywiście jako sportowiec liczyłbym na więcej scen o sporcie, może żmudnego treningu, przełamywania ludzkich słabości. Te sceny reżyserka szybko przeskakuje w filmie. Brak też zupełnie życia bohatera po wojnie (np. jego walki z alkoholizmem). Oglądałem wiele filmów biograficznych o znanych sportowcach (w archiwum strony bieganie.pl czeka w kolejce mój artykuł o filmach o bieganiu) i choć może ich historie nie były tak dramatyczne jak ta Louisa Zamperiniego, ale myślę, że scenariusz mógłby być trochę lepszy (tym bardziej, że współtworzony przez świetnych braci Coehn). Co nie umniejsza faktu, że film zrobił na mnie niebagatelne wrażenie. Kilka scen wgniatało w fotel, wiele razy dreszcz przechodził po plechach, a efekty specjalne były na najwyższym poziomie. Sportowo zaś, może jako znawcy ciężko byłoby mi się emocjonować scenami biegów, ale dla laika myślę, że mogły się podobać. Zabrakło mi również jakiejś lepszej chronologii, bo można się było momentami pogubić we wspomnieniach „Zampa”. W filmie poznajemy w skrócie trudny charakter włoskiego imigranta, jego sukcesy sportowe i kształtowanie tytułowej „niezłomności” przez przeróżne sytuacje życiowe. Według mnie Jolie za bardzo skupiła się na wojennej męce głównego bohatera, a zabrakło tego, co ważniejsze. Dialogi są więc dość płytkie, i brakuje jakiegoś głębszego przesłania niektórych scen. Daję mu solidną ósemkę (w dziesięciostopniowej skali) i polecam, choć film ma delikatne braki.

Swoją drogą zastanawiam się, czemu w Polsce nie mamy żadnych filmów o naszych wielkich sportowcach. Można by przecież nakręcić świetny film o Kusocińskim czy Bronku Malinowskim…

Oto trailer filmu:



<span>%d</span> blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close