60. Halowe Mistrzostwa Polski – podsumowanie

Zapraszam na moją relację z Halowych Mistrzostw Polski w Toruniu 2016.

[more]

W sobotę 5 marca wystartowałem w Toruniu na Mistrzostwach Polski w hali. Pomysł ten nie okazał się zbyt trafiony, ale jak to mówią: kto nie próbuje, ten nie ma.


Na dystansie 5000m podczas Halowych Mistrzostw Polski (fot. trener W. Mirek)

Po powrocie z prawie trzymiesięcznej wyprawy do Australii czekało na mnie w Polsce wiele spraw do załatwienia. Zarówno na uczelni miałem trochę zaległości, jak i w redakcjach, dla których piszę artykuły piętrzyły się terminy.  W niecały tydzień po przyjeździe pojechałem do Warszawy, żeby zrobić sportowe badania okresowe, a w międzyczasie trenowałem tak, jakbym siedział w cieplarnianych warunkach na obozie w Spale (gdzie nie byłem na obozie już bardzo dawno). Część treningów robiłem pod dachem, bo powietrze w Polsce okazało się zimne jak serce niektórych osób. Dziękuję w tym miejscu Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, która w niedalekiej przyszłości może zamienić się w Uniwersytet Częstochowski, a także IV L.O. im. H. Sienkiewicza – za udostępnianie mi obiektów do ćwiczeń. Przed wyjazdem do Torunia odwiedziłem jeszcze Kraków, a stamtąd udałem się do Torunia.

Trenuję cały czas mocno do 20km, mój tygodniowy kilometraż ciągle był solidny, więc zmęczenie w końcu musiało się pojawić. Przypomnę, że wracając miałem cztery loty, z których najdłuższy (trzeci) trwał 13 godzin i 40 minut, a przesiadka w Kuala Lumpur też dłużyła się dość mocno, chociaż kupiłem tam sporo fajnych  „przydasiów”. Ogólnie przez moje trzy miesiące w Australii leciałem dziesięcioma samolotami, wiele razy zmieniając miejsce pobytu. Zmiana strefy czasowej po powrocie o prawie 10 godzin nie przebiegła źle, trzecią noc przespałem już całą i dalej było w miarę normalnie, ale różnica temperatur dawała się we znaki znacznie dłużej. Na szczęście nie złapało mnie żadne przeziębienie, więc chociaż pod tym względem wszystko jest w porządku.

Mistrzostwa Polski w Toruniu to bardzo przyjemne zawody. Na hali było bardzo dużo ludzi, obiekt prezentuje się znakomicie. W międzyczasie podczas mistrzostw wziąłem udział w konkursie serwisu Sprinterzy.com i wygrałem nawet jakiś zapas odżywek. Ma się to szczęście. Bieżnia, którą znałem z Sopotu również daje radę. Jeśli chodzi o mój start, to ruszyłem za czołówką, tak jak planowałem, ale czułem się tego dnia od początku średnio, a nawet gorzej niż średnio. Nie odegrałem więc żadnej roli w walce o medale, choć poziom był w tym roku dość niski. Wygrał Dawid Tomala z czasem 19:36.82 przed Rafałem Augustynem (19:38.75) i Rafałem Sikorą (19:55.15).

Wśród kobiet wygrała Paulina Buziak z przeciętnym czasem 12:40.31, która mówiła w wywiadzie, że na zawodach robiła jeszcze kilometr rozgrzewki, bo hala rozgrzewkowa jest dla niej za mała i ciężko się rozpędzić 🙂 (cały wywiad TUTAJ). Druga była moja klubowa koleżanka Agnieszka Szwarnóg (12:47.23), a trzecia Kasia Golba (12:58.76).

Mistrzostwa stały na przeciętnym poziomie, w wielu konkurencjach zawodnicy odpuszczali już sezon halowy, bo szykują się do igrzysk i sezonu letniego. Np. w biegu na 800m panów poziom był najniższy w historii.

Niedługo odbędą się zawody w Dudincach, które postanowiłem w tym roku odpuścić, aby spokojnie przygotować się na lepszy wynik w Podebradach. Wcześniej pojadę jeszcze na krótki obóz za granicę, ale o tym napiszę już następnym razem. Stay tuned!

<span>%d</span> blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close