Book challenge 2016 ­— ciąg dalszy

Ponieważ wróciłem do regularnego czytania (wreszcie mam więcej spokoju i czasu dla siebie), postanowiłem po raz kolejny podzielić się moimi opiniami o przeczytanych w tym roku książkach. Dawnom nie pisał tym, co przeczytałem, mam nadzieję, że nie zapomniałem moich wrażeń z tych książek, ale to co jeszcze pamiętam, napiszę, by myśli te nie uleciały całkiem. W tym wpisie opisuję książki: „Niewidzialne Granice” Kiliana Jorneta, „Social Media Start” Jasona Hunta, „Dieta i Trening” Katarzyny Biłous oraz „Urodzeni Bohaterowie” Christophera McDougalla. A więc do dzieła.

[more]

Okładka książki „Niewidzialne Granice” Kiliana Jorneta

Na początek „Niewidzialne Granice” Jorneta Kiliana wydane przez wydawnictwo SQN z Krakowa w kwietniu tego roku. To już druga książka tego doskonałego biegacza ultra, którą mam w swojej biblioteczce po „Biec albo umrzeć”, którą czytałem zaraz po jej premierze w 2013r. Wspominam czasem jeden cytat z niej, który pokazuje wielką ambicję Jorneta: „Bo porażka to śmierć. A człowiek nie może umrzeć, nie dając z siebie wszystkiego, nie płacząc z bólu i na skutek odniesionych ran, człowiek nie może zrezygnować. Trzeba walczyć aż do śmierci. Ponieważ najważniejsza jest chwała. I należy do niej dążyć, nawet jeśli zostaniesz gdzieś po drodze. Najważniejsze, żebyś dawał z siebie wszystko. Nie wolno nie walczyć, nie wolno nie cierpieć, nie wolno nie umierać… Nadszedł czas, by cierpieć, nadszedł czas, by walczyć, nadszedł czas, by wygrywać. Pocałuj albo zabij.”  (Moją opinię o poprzedniej książce znajdziecie tutaj).

Ale wróćmy do najnowszej książki Kiliana. Książka „Niewidzialne granice” była dla mnie bardzo nietypową podróżą w głąb przemyśleń głównego bohatera. Już sam podtytuł („Jeśli nie marzymy, jesteśmy martwi”) sugerował, że będziemy mieli do czynienia z kolejnymi bardzo osobistymi, ale jednocześnie mocnymi przemyśleniami autora. Motywem przewodnim jej napisania były tragiczne wydarzenia z 2012 roku, kiedy Kilian i jego przyjaciel, Stephane Brosse przeprawiali się przez masyw Mont Blanc, a Bosse zginął tragicznie spadając z półki skalnej w przepaść. Kilian popadł w depresję, a pomocy szukał tam, gdzie czuje się najlepiej – w górach. Postawił sobie za cel zdobycia dalekich masywów Nepalu, czym chciał wypełnić pustkę panującą w jego głowie. Jednocześnie pokazał w sobie wielką dojrzałość, umiejąc znaleźć równowagę pomiędzy ryzykiem, które trzeba podjąć, a wyzwaniem, któremu chce sprostać.

Kilian to człowiek, który lubi pofilozofować, podzielić się z nami swoimi przemyśleniami, a przy okazji  czerpie wielką radość z biegania (a czasem wspinania się) po górach. Czytając książkę miałem czasem wrażenie, jakbym spotkał się z kimś w jakimś schronisku w górach, gdzie przy panującej śnieżycy, kubku ciepłej herbaty w dłoniach, można porozmawiać o świecie i dręczących nas niepokojach i problemach.

Nie chciał bym naruszać delikatnej tkanki książki mówiąc, że daje ona odpowiedź, jak sobie z tym wszystkim radzić. Kilian ma specyficzną „duszę”, a czytając kolejne strony można poznać jego wrażliwość i miłość do gór, które są chyba dla niego (prawie) wszystkim. To tam znajduje ukojenie w trudnych chwilach, choć można też odnieść wrażenie, że są też dla niego czasem przekleństwem, z którego chciałby na chwilę uciec. Na pewno tym razem książka nie nakłania do bezkrytycznego zdobywania gór, raczej do zadumy, wyznaczania kolejnych celów, znalezienia kolejnych marzeń i „niewidzialnych granic”, które chcemy przekraczać. Jest to refleksja nad kruchym ludzkim losem, ale opowiedziana przez człowieka gór, któremu wyścigi i dalekie, ekstremalne podróże, pomagają w wyznaczaniu kolejnych marzeń i planów. Podobnie jak z pierwszą książką, nie spodoba się ona każdemu. Nie jest to biografia, reportaż, a raczej poetycki zbiór przemyśleń otoczony w sportowo-górski styl życia i myślenia Kiliana. Ja byłem na to przygotowany i nie zawiodłem się.  

Moja ocena: 7/10.


„Social Media Start” – Jason Hunt. To druga książka Tomka Tomczyka (znanego wcześniej jako „Kominek”, a obecnie jako Jason Hunt), wydawana tym razem przez niego samego.

Zamówiłem komplet trzech książek, by nadrobić czytelnicze zaległości, a motywem przewodnim tego zakupu było udoskonalenie bloga, którego właśnie czytacie. Oczywiście czytając tę książkę miałem w głowie setki rewelacyjnych pomysłów, byłem zmotywowany jak nigdy, miałem zapał i ambicje stania się najlepszym blogerem sportowym w Polsce, a może i gdzieś dalej. Planowałem nawet wydawanie własnego kanału z filmami na Youtube (a jakże!).

Ale im więcej czasu upływało, tym bardziej okazywało się, że jednak tych chęci nie mam, a tym bardziej czasu. Przestałem przygotowywać mój cotygodniowy „Przegląd Biegowego Świata” (zniknął po 17 odcinku, choć może jeszcze do niego wrócę).

Ale wróćmy do nowej książki Jasona (który jednak ciągle kojarzy mi się bardziej jako „Kominek” ;). „Social Media Start” to bardzo dobry podręcznik dla początkujących Blogerów, ludzi związanych z marketingiem internetowym, copywriterów, specjalistów od PR i reklamy. Niestety, jak sam tytuł wskazuje, jest to zaledwie „Start” do pełnego poznania tematu. Nauczyłem się wielu rzeczy, ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to właśnie tylko początki i chętnie przeczytałbym od razu kolejną część albo coś większego (niedługo później zabrałem się za „Bloger i Social Media”, które są już prawdziwym kompendium wiedzy o większości nurtujących mnie spraw).

Wracając jednak do meritum, książkę pochłonąłem w jakieś 2 dni, była napisana przystępnym językiem, sporo się dowiedziałem (dobrze się przy tym bawiąc), a wiedzę uzupełniają świetne ilustracje. Do dzisiaj korzystam też z niektórych porad, które skrzętnie sobie notowałem. Znalazłem nawet jeden błąd („Wtę i we wtę” zamiast „Wte i we wte”), ale pewnie za bardzo się czepiam. 😉

Książkę polecam osobom pragnącym zaistnieć w sieci, stawiającym pierwsze kroki w cybernetycznym świecie: blogów, stron internetowych i próbujące nie tylko dobrze się bawić dzięki social mediom, ale również wykorzystywać ich działanie do własnych celów. „Social Media start” to również jedna z nielicznych książek, którą mam z autografem autora ;).

Moja ocena: 6/10.


Kolejna książka to „Dieta i trening. Jak zdrowo budować siłę i wytrzymałość” Katarzyny Biłous, a wydana przez wydawnictwo Samo Sedno (Edgard). O książce już kiedyś wspominałem, bo na okładce znajduje się mój przyjaciel Kacper Adam, startujący w triathlonie.

Książka najpierw przedstawia nam krótki opis badań związanych z uprawianiem sportu, zagrożenia ze strony różnych chorób, fizjologię naszego ciała. Dajel znajdziemy budowę poszczególnych tkanek itd. Następnie poczytamy o odchudzaniu, charakterystyce wysiłków podczas treningów i startów, składnikach odżywczych. Wreszcie docieramy do praktycznych wskazówek związanych z układaniem jadłospisu przez sportowców, problemów związanych z odwodnieniem i przygotowaniem napojów na zawody. Wreszcie strategie żywieniowe podczas długich wysiłków, takich jak maraton, ultra maraton i triathlon. Kolejne rozdziały to zakwaszenie organizmu, rozliczenie się z różnymi mitami, którymi karmi nas internet (diety Dukana, Kwaśniewskiego, Atkinsa, Ornisha, dieta bezglutenowa i paleolityczna, weganizm i wegetarianizm).

Podejście do tematu jest bardzo rzeczowe i praktyczne. Na koniec znajdziemy wskazówki , na co zwracać uwagę podczas zakupów, jakie zagrożenia mogą nas czekać podczas podróży a nawet radzenie sobie z Jet-lagiem! W dodatkach mamy podane przykładowe wyliczenia kaloryczności, jadłospisy i konkretne posiłki.

Książkę jako całość oceniam bardzo dobrze, wiele tu fachowej wiedzy, popartej badaniami naukowymi. Niestety nie spodobał mi się styl, bo jest on bardzo akademicki, wiele pojęć było przedstawianych jakby mechanicznie. Dla fachowca nie stanowi to większego problemu, ale przeciętnego czytelnika może nieco męczyć. Podobnie pierwsza część to wiele utartych sloganów, których moim zdaniem nie trzeba było kolejny raz przytaczać (np. pamiętaj o odpowiednim poziomie wapnia, by mieć mocne kości). Wolałbym w zamian jeszcze więcej konkretów i ciekawostek. Niemniej na książce się nie zawiodłem, znalazłem mnóstwo nowych informacji, które wprowadzam do swojego treningu, a kilka rzeczy otworzyło mi oczy na pewne sprawy.

Podsumowując, dla osób, którym zależy na uporządkowaniu wiedzy i poszukaniu cennych sekund na zawodach dzięki właściwie zaplanowanej diecie (i oczywiście treningowi) książka „Dieta i Trening” pomoże we właściwym poukładaniu informacji. Nie odpowie ona na wszystkie pytania, ale na pewno przybliży nas do coraz pełniejszego poznania tematu.

Moja ocena: 5/10.   


Ostatnią książką jeszcze z kwietnia byli „Urodzeni Bohaterowie” Christophera McDougalla, wydane przez Wydawnictwo Galaktyka. W biegowym świecie to poprzednia książka, czyli „Urodzeni biegacze” (opowiadająca o biegaczach z plemienia Tarahumara, tym całym bieganiu naturalnym i pewnym wyścigu, gdzie miano sprawdzić wartość meksykańskich ultramaratończyków na tle gwiazd tego sportu) jest bardzo znana. Tamta książka obiła się wielkim echem na całym świecie. Pamiętam, że na wielu portalach dyskusje trwały o niej miesiącami. Wyścig okazał się tylko ciekawostką, tymczasem bieganie naturalne też nie okazało się takie wspaniałe, jak o nim mówiono. Jednak sama książka odbiła się wielkim echem, osobiście też mi się podobała głównie przez to, że autor opisuje wszystko bardzo barwnym językiem, co dodawało temu wszystkiemu dużo większego sensu i znaczenia.

Jak pamiętamy, McDougall to były korespondent wojenny, który na dobre wkręcił się w sport i postanowił podążyć w celu obalania kolejnych mitów i szukania jeszcze ciekawszych historii.

Książka „Urodzeni Bohaterowie” wiele razy przenosi nas w czasie i przestrzeni. Szybko lądujemy w Grecji, a dokładniej na Krecie. To tam podczas Drugiej Wojny Światowej uczestnicy kreteńskiego ruchu oporu postanowili uprowadzić hitlerowskiego generała z samego środka niemieckiego garnizonu. I zrobili to! Jak biedni pastuchowie bez większego doświadczenia dokonali takich rzeczy? To właśnie stara się wyjaśnić McDouhall. Autor wraca też do mitologicznych bogów, herosów starożytnych czasów. To z nich czerpano inspirację i do nich wielokrotnie nawiązuje w swoich historiach.

 

Chris próbuje jednocześnie odkryć, skąd brała się tak rewelacyjna wytrzymałość u tamtejszych biegaczy i czy przypadkiem nie jest to wynik specjalnego odżywiania? McDouhall z Grecji przenosi nas też do Londynu, na brazylijską plażę, w góry Kolorado i w wiele innych miejsc. Wszystko po to, by odnaleźć genezę tzw. „ruchu naturalnego”, który jest dla nas (wg niego) najlepszym remedium na dręczące nas ograniczenia.

Niektórzy zarzucają McDougallowi koloryzowanie rzeczywistości. Jego historie są dość nieprawdopodobne. Jednak czytając „Urodzonych Bohaterów” doszedłem do wniosku, że zupełnie mi to nie przeszkadza. Sam jestem człowiekiem, który lubi się zastanawiać nad przyczynami różnych zjawisk, analizować ich powstawanie, źródła, skutki różnych działań, dlatego fragmenty opisujące np. sztuki walki czy funkcjonowanie powięzi do mnie przemawiają. Nie zgadzam się co prawda zupełnie z zaletami diety wysokotłuszczowej, którą po raz kolejny ktoś próbuje traktować jako coś korzystnego dla nas, ale każdy ma prawo poznawać nowe rzeczy i w nie wierzyć. Stosowałem kiedyś przez 3 tygodnie podobną dietę, ale czułem się fatalnie, miałem mnóstwo skutków ubocznych i nikomu jej nie polecam, nawet jeśli miało by to pomagać w lepszych wynikach w sporcie. Szanuję to, że autor potrafi zadawać wiele ciekawych pytań, szuka na nie odpowiedzi, stara się je wyjaśnić nawet wtedy, kiedy wnioski są nieco naciągane. To wszystko skłania do refleksji, innego spojrzenia na pewne sprawy i lepszego zrozumienia świata. To niewątpliwie duża wartość tej książki.

Jako całość oceniam książkę bardzo dobrze. Spędziłem przy niej świetne chwile, jest napisana bardzo ciekawym językiem, trzymając w napięciu i zaskakując czytelnika. Spodziewałem się w niej nieco więcej biegania, ale po przeczytaniu nie jestem zawiedziony. Widać, że autor miał ciekawy pomysł na książkę, poświęcił wiele czasu na jej napisanie, zwiedził sporo miejsc, spotkał mnóstwo ludzi, wplótł w to wszystko ogrom wątków, a wszystko jakoś się ze sobą łączy. Dla osób, którym podobali się „Urodzeni Biegacze” kolejna książka Chrisa McDougalla będzie z pewnością miłym doświadczeniem. Sam chętnie pewnie jeszcze do niej wrócę, bo przeniosła mnie we wspaniały świat. A w dietę paleo dalej nie wierzę. 😉 

Moja opinia 8/10

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close