Pierwszy obóz przygotowawczy do sezonu 2017 – listopadowe Zakopane

Na początek wytłumaczę się, dlaczego moje wpisy będą czasem podobne do tych, które zobaczyć możecie na Facebooku. Udzielam się już w kilku miejscach w sieci (na FB, Instagramie, Snapie, Twitterze itp.). Jednak to ciągle blog pozostaje dla mnie najważniejszym medium, więc tutaj teksty będą najpełniejsze, będę umieszczał najwięcej informacji, linków, zdjęć, a czasem i filmów, bo planuję uruchomić od nowego roku vloga. Wszystko, co poza blogiem możecie potraktować raczej jako „zajawkę” do głównego tekstu na blogu. I tego będę się starał trzymać. Nie mogę jednak zaniedbywać innych kanałów, żeby osiągać coraz większy zasięg, a tym samym wpływać na więcej ludzi. To tak słowem wyjaśnienia.

[more]

W życiu i w sporcie symbolicznie możemy nazwać pewne etapy jako czas siania i czas zbiorów. W sporcie czas siania to przygotowanie do sezonu, kiedy po odpoczynku trzeba znowu zebrać się do wytężonej pracy. Czas zbiorów to najważniejsze zawody kolejnego sezonu. My sportowcy jesteśmy osobami, których życie jest napędzane przez rutynę, a w taką treningową rutynę najlepiej „wkręcić się” właśnie na tym pierwszym obozie treningowym, więc i ja tam właśnie po to tam się udałem.

Na pierwszy etap moich przygotowań do sezonu 2017 pojechałem do Zakopanego, do serca polskich Tatr. (Tutaj znajdziecie kilka zdjęć z mojego obozu kilka lat temu). Zawsze kiedy tam jadę jestem uchachany, bo uwielbiam to miejsce. Lubię skoczyć na Krupówki, połazić po górach, pomęczyć się na wycieczkach, pooglądać piękne widoki. Zakopane jest świetnym miejscem do treningu i spędzania czasu.  

Jeśli chodzi o podejście do treningu w tym pierwszym okresie, to jestem zwolennikiem starej, polskiej szkoły, czyli: budowania solidnej formy w górach. Dlatego też – jeśli tylko mogę – na te pierwsze obozy jeżdżę w sprawdzone, polskie Tatry. To się zawsze u mnie sprawdza. Jest to też łączenie przyjemnego z pożytecznym: można pooglądać wspaniałe widoki podczas tych naszych wycieczek, a jednocześnie zbudować wytrzymałość poprzez żwawe pokonywanie górskich szlaków.

Bywały też dni, kiedy kręciłem się na stadionie jak kulka w ruletce, żeby nie zaniedbać specjalistycznego treningu. Zdarzały się też treningi na ruchomej bieżni, kiedy kręciłem się jak chomik w kołowrotku. Wszystko to razem było świetnym urozmaiceniem codziennego treningu. Przez wszystkie dni trenowałem 2 razy dziennie z kilometrażem ponad 130km/tydzień, więc solidna podbudowa została wykonana. Oprócz tego przerzuciłem tony żelastwa na siłowni, spędziłem godziny stabilizacji, dorzuciłem ćwiczenia uzupełniające. Uczę się też żonglować, więc i na to trochę czasu poszło. Nie pograliśmy tylko w piłkę, więc trochę obawiam się ważnego meczu, który czeka mnie 27 grudnia, ale liczę na to, że zdążę jeszcze poćwiczyć w najbliższym czasie.

Po raz pierwszy testowałem też słynne pokoje hipoksyjne w zakopiańskim COS, gdzie można ustawić sobie warunki znacznej wysokości nad poziomem morza. Zacząłem od 1500m n.p.m., a kończyłem na 3300m n.p.m. Co prawda saturacja nie spadała mi poniżej 90, więc nie było aż tak źle, ale efekt był odczuwalny i w sezonie z pewnością do tego wrócę. Wolałem jednak przetestować, jak to działa na mój organizm w neutralnym okresie, by nie ryzykować później w ważniejszym czasie.

Jedynym minusem tego obozu był hulający od czasu do czasu wiatr, czyli słynny halny, który do teraz świszczy mi jeszcze w dyńce. Nie dawał nam czasem spać, nie dawał trenować, przeszkadzał w górach. Ale było to świetne przygotowanie do obozu w Portugalii (który czeka mnie już za tydzień), gdzie wiatr dmie od oceanu konkretnie. Wstępna adaptacje więc już jest.

Jeśli chodzi o moje przygotowanie, noga zaczyna się powoli kręcić. Układamy już z trenerem wstępny plan startów na przyszły sezon. Śni mi się jakieś podium. I to niekoniecznie najniższy stopień! Zobaczymy, jak potoczy się cały sezon. Na pewno ziarno zostało zasiane…

W międzyczasie mieliśmy w PZLA wybory, kilka osób w zarządzie się zmieniło, ale domniemywam, że jakiejś rewolucji nie będzie. Ale mnie to raczej nic nie obchodzi. My robimy swoje, a rządzących obserwujemy, czy aby dbają odpowiednio o nasze sprawy. Za wcześnie jeszcze, by mówić coś o obecnych władzach. Osobom z zarządu gratuluję wyboru i zdobycia zaufania delegatów. Oby decyzje zawsze były z korzyścią dla zawodników i rozwoju dyscypliny.

Dla mnie istotniejsza będzie doroczna konferencja trenerów, która w najbliższy weekend d odbywa się w Spale. Trudno mi nawet wyartykułować wszelkie moje pomysły, ale mam jakąś wizję i chciałbym, żeby coś się w końcu zmieniło, bo w ostatnich latach nie dzieje się dobrze. Ale o tym napiszę następnym razem.

<span>%d</span> blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close